Polish (Poland)Deutsch (DE-CH-AT)English (United Kingdom)
Trochę historii Email
Publikacje - Gazetka "to i owo"

„A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają! te słowa Mikołaja Reja służyły za motto pierwszych wydań naszej gazetki, którą przed laty trochę na wyrost nazwałam biuletynem informacyjnym. Informacji było w niej wprawdzie, tyle co kot napłakał, ale na początek dobre było i to. Innej nazwy jeszcze nie było, a jakoś trzeba było to pisemko ochrzcić.  Byłam wtedy redaktorką naczelną i jedyną tego czegoś. Czasami tylko ktoś przysłał jakiś tekst. Nie byłam z tego powodu bynajmniej zestresowana, bo 2 arkusze A4 ze spacjami można było raz na kwartał zapełnić niespecjalnie się wysilając. Siedząc z dzieckiem na placu zabaw skrobałam co nieco czasami nawet wychodziło mi się coś fajnego. Na przykład tekst o potrzebie uczenia dzieci polskiego, aby nie musiały rozmawiać z babcią przez tłumacza.

 Jak dawno to było! Dzisiaj mój syn jest już studentem. Na lekcje do „Oświaty” chodził niecałe 6 lat, ale myślę, że to mu dużo dało. Że mówi po polsku bez akcentu, to  zasługa nas rodziców, ale pisać po polsku nauczył się w „Oświacie”. Ostatnio z rozczuleniem czytałam jego króciutkie wypracowania z tamtych lat i listy z kolonii, które do mnie pisał również po polsku będąc na kolonii pod Hamburgiem z samymi niemieckimi dziećmi. Mało tego, stał się purystą językowym. Kiedyś, mając może 8 lat, zobaczył nagryzmoloną na murze swastykę . Przyszedłszy do domu, opowiedział mi o tym, ale nie chcąc użyć niemieckiej nazwy Hakenkreuz i nie znając polskiej nazwy swastyka, poradził sobie, moim zdaniem znakomicie: „Mamusiu, widziałem bardzo zły znak, taki krzyż z pazurkami. Do dziś notabene nie cierpi wtrącania  bez potrzeby, z czystego lenistwa niemieckich wyrazów. Nie wyjeżdża na Wochenende, tylko na weekend , bo tak jest jeszcze(!)przyjęte w języku polskim, w pokoju ma dywan, a nie Tepich. Myslę, że duża w tym- oprócz mojej :) - atmosfery jaka panowała i panuje w naszym Towarzystwie. Ostatnio spotkałam po paru latach byłego ucznia „ Oświaty”- Kubę Adamskiego. Może i swego czasu bywał nieznośny na lekcjach, ale teraz chyba możemy być dumni z „ naszego” wychowanka ( nie umniejszając zasług rodziców!). Zrobił na mnie jak najlepsze wrażenie, doskonale wyraża się po polsku, bardzo przyjemny młody dżentelmen (sic!).

Wróćmy do historii jubilatki lub jubilata. 50 numer to już coś! A jakie zmiany w ciągu tych 13? 14? lat! Najpierw pismo otrzymało prawdziwe imię. To nastapiło dość szybko, po wydaniu paru numerów, jeszcze chyba byłam (hi! hi!) naczelną, ale pewności nie mam. Urzadziliśmy konkurs na nazwę i zwycieżył „ w cuglach” pomysł pierwszego prezesa „Oświaty”, Wiesława Żabki. Nazwa bardzo dobrze została przyjęta i  „Oświatowe to i owo” mamy do dziś. Później pismo zwiększyło objętość i nabrało koloru. Zamieszczano w nim kolorowe zdjęcia i rysunki. Prawda, że „Oświata” przez tyle lat okrzepła, rozwinęła się starając się (UFF!) iść z duchem czasu i nadąąążać! To i gazetka musiała wypięknieć.

Najważniejsze jest jednak to, że nasi uczniowie zaczęli także publikować na łamach „Oświatowego to i owo „ czy – uwaga!-zadanie dla ekspertów językowych- „ tego i owego  ( Oświatowego oczywiście)  swoje wspomnienia z wakacji a nawet wiersze. Może nam wyrośnie jeszcze spośród tych maluchów debiutujących w naszym skromnym pisemku lub jak kto woli,  gazetce, przyszła sława literacka.? Czego obecnym, byłym i wszystkim kolejnym redaktorom z okazji wydania 50 numeru (numerka?) serdecznie życzę jako pierwsza „była”.

Barbara Rejak

PS. 1.Mikołaj Rej nie jest moim ulubionym pisarzem!

PS. 2. Słowo „gęsi” w tym cytacie jest przymiotnikiem!